RSS
sobota, 21 sierpnia 2010
I chuj (4)
Paradoks czasoprzestrzenny zagina mnie porządnie, bo zdaje się, że po raz pierwszy od kiedy pamiętam w sobotę nie mam kaca. Co więcej zbudziłam się dość wcześnie rano z jakimś dziwnym niepokojem, co wydaje mi się mieć związek z powoli kończącą się kawą rozpuszczalną. Smutno, nostalgicznie, dziwnie z tym domowym życiem wakacyjnym. Poza codziennym studenckim biegiem dopada mnie diabeł, tyle, że jest to szatan nudy, codzienności, lepkiego dusznego przedpołudnia w małej mieścinie, dylematów typu "co zjeść na obiad?" albo "czy będzie promocja na kawę w Tesco?"; żadnych problemów z przypomnieniem po obudzeniu, gdzie akurat jestem. Niedługo jeszcze żółty jesienny liść i chyba czas powoli umierać. Ament.
czwartek, 19 sierpnia 2010
I chuj (3)

 

Takie mnie spostrzeżenie dzisiaj naszło, że praktycznie każdą z moich cosmokoleżanek i cosmoznajomych nachodzi od czasu do czasu potrzeba przejścia na dietę. Najpierw wzajemnie utwierdzają sie w tym, że są całe grube, ich nogi zwaliste, na brzuchach wałki i wałeczki, świat się wali! Pojawia się więc idea fix - wspólne odchudzanie obejmujące modną w danym sezonie dietę gwiazd (o ile dobrze się orientuję - teraz króluje proteinowa), długo układany trening - dżoging w kupionych na tą okazję spodniach dresowych i topie z Bershki plus fitness, pilates i codzienne ważenie się po wysraniu.  Poza tym wsparcie wsparcie wsparcie, bo razem łatwiej! Schudnąć też!

A ja im kurwa mówię: dziewczyny, na chuj wam ten program, skoro rzucicie go po kilku dniach i przerzucicie się na pastylki odchudzające. Jak cała płeć żeńska. Zresztą nie chudnie się od ważenia, tylko od niejedzenia. A od czasu do czasu warto się wypocić.
Chyba, ze ma się taki metabolizm jak ja. Jem, żeby nie powiedzieć, opierdalam, co chcę, a i tak utrzymuję cosmowagę. Na pierwsze śniadanie jogurcik naturalny, na drugie ćwiartka arbuza, na obiad warzywa na parze, a na kolację... A sorry, zapomniałabym, kolacji przecież nie jadam! Choć moim zdaniem, mając tak świetny metabolizm, mogłabym zjeść nawet naprawdę duże jabłko. A na pewno średnie.
Ale nie tyje się tylko od tego, czego się nie zje, nie? I tego się kurwa trzymamy, nie?  Hihihi.

wtorek, 17 sierpnia 2010
I chuj (2)

Wakacyjnie przebywam w swoim alma mater od przeszło dwóch tygodni, ale życie tutaj upływa tak kurewsko jednostajnie, że wydaje mi się, że od przyjazdu minęły lata, świetlne dodajmy. Jest nudno, czasami bardzo nudno, ale przynajmniej mam co jeść i gdzie fejsbuka sprawdzić, a to najważniejsze. Miasto żyje według swojego nudnego emeryckiego harmonogramu, a ja z nim w stanie tymczasowego wstrzymania dwa razy dziennie golę ogolone wczoraj trzykrotnie nogi, wypatruję w lusterku nowe młodzieńcze pryszcze, czytam jakieś znalezione w domu beznadziejne książki matki i czasami chodzę na zakupy do Tesco - otwarli nam niedawno na osiedlu. Ludzie albo na jakichś erazmusach albo w pracy za granicą, a ja zostałam z powtórkami seriali i bratem oglądającym Hannah Montana. Wszystko kurwa zmienia się jak w kineskopie, jak w kineskopie.

niedziela, 15 sierpnia 2010
I chuj (1)
Widzę, że mało kto chwyta się ostatnimi czasy pisania bloga, bo i po co, skoro jest 
fejsbuk:  mało skomplikowany, przystosowany do lansu i inwigilacji, dostępny via 
WAP i pozwalający do woli pisać o sobie w 3 osobie liczby pojedynczej. Do końca nie 
ogarniam, czemu akurat tak się robi, ale to przecież takie alternatywne, 
elokwentne, fajne, więc wszyscy radośnie follow. Jak dla mnie to zbyt zaawansowany
tryb wtajemniczenia literackiego, za mało czytałam Paulo i Jonathana najwidoczniej.
Myślę sobie jednak, że prowadzenie bloga też nie będzie jakieś gorsze, pod warunkiem,
że mi się nie znudzi za szybko - podsunę raz na jakiś czas historyjkę, podkoloryzuję z 
deka, dorzucę błyskotliwe dialogi, 3 czy 4 przekleństwa, sprośny dowcip i publika też 
moja. Poza tym tu jestem jedną na milion na całe życie atrakcją tego miejsca i to
trochę przeraża, ale wchłaniam dużo toksyn i chuj, nie przejmuję się. Jakoś będzie.
I chuj. Niby wszyscy wiedzą, co to znaczy, ale co poeta chciał właściwie przez to 
przekazać, co miał na myśli?
Chuj. Wyraża więcej niż tysiąc słów.

 

Archiwum
Zakładki: